Jak moim zdaniem powinien rozstrzygnąć się sezon 2016 w F1 – część 2

Kontynuuję moje typy odnośnie tegorocznej formy poszczególnych zespołów F1. W pierwszej części opisałem jak moim zdaniem powinny spisać się ekipy Mercedes, Ferrari i Williams, a w drugiej części przyglądam się szansom Red Bulla, Force India i Renault.

Proszę mieć na uwadze, że nie jestem jasnowidzem, a ta seria artykułów to tylko zabawa w typowanie. A prawdziwe wyniki poznamy w listopadzie.

Część 1

RED BULL-TAG HEUER (RENAULT)
Ekipa 4-krotnych mistrzów świata znajduje się w odwrocie od kiedy w F1 rozpoczęła się nowa era turbo. Pierwszy sezon – 2014 – jeszcze udało się zakończyć z tytułem wicemistrzowskim i trzema zwycięstwami na koncie – mimo bardzo kiepskiego początku. Ale rok temu już była równia pochyła. O ile podwozie nadal było w najwyższej formie, o tyle mimo obietnic poprawy, silnik Renault wciąż był słaby, żeby nie użyć brutalniejszych słów.

Brak wyników powodował ciągły wzrost napięcia i w końcu bomba eksplodowała. Mimo kontraktu na sezon 2016, obie firmy postanowiły przedwcześnie zakończyć współpracę. I tu Red Bull stał się zakładnikiem sukcesu i wcześniejszego zachowania. Wszystkie rozmowy z potencjalnymi dostawcami spełzły na niczym: Mercedes odrzucił możliwość współpracy, słusznie obawiając się, że klient może go pokonać w mistrzostwach [wiadomo Adrian Newey i drużyna], Ferrari nie chciało dać najnowszej specyfikacji swojej jednostki, a rozmowy z Hondą storpedował McLaren, trafnie bojąc się, że straci status fabrycznej ekipy.

I gdy wydawało się, że Red Bull nie będzie miał czym się ścigać, do akcji wkroczył Bernie Ecclestone i pomógł dogadać się zwaśnionym stronom, w efekcie Renault dalej będzie przez sezon dostarczało stajni z Milton Keynes podstawową wersję jednostki napędowej, ale za jej rozwój będzie odpowiedzialna firma Ilmor, na czele której stoi doktor Mario Illien.

RedBull

Daniił Kwiat w Red Bullu RB12 – zdjęcie firmy Pirelli

Te wszystkie zawirowania sprawiły, że pojawiły się opóźnienia w projektowaniu auta na ten rok, gdyż nie wiadomo było z jakim silnikiem będą się ścigać. Podobnie rzecz się ma z rozwojem jednostki napędowej. Stąd Christian Horner przewiduje, że na początku sezonu powinni regularnie przegrywać z siostrzanym Toro Rosso, które przesiadło się na zeszłoroczną wersję jednostki Ferrari. I mimo że to ubiegłoroczny silnik, to w porównaniu z produktem Renault ma być o 0,8s szybszy na okrążeniu.

Ale moim zdaniem Red Bull jest na tyle mocny technicznie i finansowo, że szybko nadrobi te straty i wraz z rozwojem przemianowanego silnika na TAG HEUER [roczna umowa na branding ze szwajcarską firmą produkującą znane zegarki] będzie coraz mocniejszym rywalem. Oczywiście nie stanie się to w Melbourne, ani w Soczi, ale podejrzewam, że w okolicach GP Austrii powinni mocniej dawać się we znaki Force India, Toro Rosso czy Williamsowi.

Zespół z Milton Keynes wreszcie zaliczył udane zimowe testy. Udało się pokonać dystans zbliżony do Ferrari i Williamsa, a i pod względem wykręcanych czasów nie odstawali od wyżej wymienionych ekip.

Adrian Newey i spółka nie zapomnieli jak się buduje wydajne aerodynamicznie samochody, więc z usprawnionym silnikiem po wakacjach znów mogą być groźni.

Skład kierowców także jest ciekawy. Drugi sezon z rzędu będą współpracowali Daniel Ricciardo z Daniiłem Kwiatem. Dan pechowo przegrał zeszłoroczną rywalizację z Kwiatem – o 3 punkty – ale w tym powinien się odegrać. Australijczyk liczy jednak na coś więcej niż tylko wygrana z Kwiatem i chętnie znów stanąłby na najwyższym stopniu podium. Ale póki co do tego daleka droga, chyba że gdzieś mocno popada. Sam ‚Kwiatek’ musi uważać, gdyż na jego miejsce czai się Max Verstappen z Toro Rosso, chyba, że Dan odejdzie do Ferrari, ale na to bym jakoś szczególnie nie liczył.

Reasumując: pierwsza część sezonu 2016 to dla Red Bulla ciężka praca i mozolne chomikowanie punktów, by po wakacjach móc włączyć się do rywalizacji o podia.

MÓJ TYP: 4.miejsce w Pucharze Konstruktorów z możliwym zwycięstwem na mokrym torze, choć mocno będzie ich naciskało Force India i Toro Rosso.

FORCE INDIA-MERCEDES
Ekipa z Silverstone z roku na rok jest coraz mocniejsza. Ubiegły sezon zakończyła na najwyższym – 5. – miejscu w swojej krótkiej historii. Dr Vijay Mallya, choć ma problemów bez liku, sprytnie lawiruje utrzymując statek pod nazwą Force India na powierzchni. By związać budżet, Mallya obrał kierunek meksykański zatrudniając w 2014 roku Sergio Pereza, a w tym Alfonso Celisa w roli piątkowego i rezerwowego kierowcy. Do tego pojawiły się jeszcze pieniądze od Rosjan w związku z mianowaniem na posadę kierowcy rozwojowego młodego Nikitę Mazepina.

O ile Mallya dba o sprawy finansowe, o tyle zespołem kieruje Bob Fernley. I idzie mu to doskonale. Mimo zeszłorocznych opóźnień z rozwojem auta związanych z problemami finansowymi oraz przeniesieniu działu aero do fabryki w Kolonii, druga połowa sezonu 2015 była bardzo dobra. Dzięki pracy w tunelu aero Toyoty w Kolonii, poprawiony model VJM08 liczył się w stawce i zapewniał ekipie pokaźne porcje punktów. Co więcej, Perez w GP Rosji stanął na najniższym stopniu podium. Oczywiście nie byłoby tych sukcesów gdyby nie świetny silnik Mercedesa, ale samochód to nie tylko jednostka napędowa. Od lat pion techniczny dowodzony przez Andrew Greena spisuje się bez zarzutu i na ten rok przygotował model VJM09, który ma kontynuować trend wytyczony przez poprzednika, czyli poprawić słabsze obszary i wzmocnić atuty.

Sergio Perez
Sergio Perez w Force India VJM09 na testach w Montmelo – zdjęcie Force India

Tegoroczne zimowe testy były bardzo udane. Mimo drobnych problemów technicznych przejechali tylko o 300 km mniej od Williamsa i Ferrari. Czasy uzyskiwane podczas jazd testowych również były bardzo dobre. Nico Hulkenberg zanotował 4. czas 8-dniowych testów w Montmelo pod Barceloną. Aczkolwiek zawsze trzeba brać poprawkę, że to tylko testy.

Zespół dysponuje stosunkowo młodym, ale bardzo utalentowanym i doświadczonym składem. Sergio Perez już trzeci sezon będzie jeździł z Nico Hulkenbergiem.

Reasumując: Force India będzie chciało powtórzyć swój zeszłoroczny sukces i umocnić się na 5. pozycji okraszając to kilkoma wizytami na podium.

MÓJ TYP: 5.miejsce po walce z Toro Rosso, regularne punktowanie i jedno-dwa miejsca na podium.

RENAULT:
Po nieporozumieniach z Red Bullem Renault postanowiło wrócić do posiadania fabrycznej ekipy w F1. W tym celu wykupiło swoją dawną siedzibę w Enstone od Lotusa.

Jednakże, ponieważ uczyniono to pod koniec zeszłego roku, a poprzedni właściciel [Gerard Lopez] omal nie doprowadził ekipy do bankructwa, de facto zbankrutował, ale mniejsza o to, więc zespół jest w tym sezonie nastawiony na pracę u podstaw. Pokrótce chodzi o zainstalowanie się w ekipie nowych ludzi [powrót m.in. Boba Bella] na przyznanych im stanowiskach, zmodernizowanie fabryk, dokupienie nowoczesnego wyposażenia i przystąpienie do prac nad przyszłymi samochodami oraz rozwojem kiepskiej jednostki napędowej. To wszystko wymaga czasu i sporych nakładów finansowych, stąd nikt w tym roku nie spodziewa się sukcesów na torach F1.

Tym bardziej, że tegoroczne auto to w zasadzie model Lotus E23 Hybrid, naprędce zmodyfikowany pod kątem silnika Renault. Jak pamiętamy rok temu Lotus korzystał z jednostki Mercedesa.

Można powiedzieć, że całe tegoroczne Renault to hybryda Lotusa, tyle że finansowo stojące o kilka pozycji wyżej.

HyperFocal: 0

Tegoroczny duet kierowców Renault (Palmer – Magnussen) – zdjęcie Renault

Wiedząc, że ten rok jest przejściowy zdecydowano się postawić na młodych kierowców: debiutanta, mistrza GP2 z 2014 roku Jolyona Palmera, który w zeszłym sezonie był piątkowym i rezerwowym kierowcą Lotusa oraz Duńczyka Kevina Magnussena [mistrz WSbR], mającego za sobą rok startów w McLarenie. Kevin zastąpił Pastora Maldonado, który wyróżniał się głównie tym, że się rozbijał. Renault oficjalnie rozwiązało kontrakt z Wenezuelczykiem w związku z zaległościami jego sponsora PDVSA, ale nieoficjalny powód jest aż nadto czytelny. Renault nie potrzebuje być kojarzone z wenezuelskim reżimem, a rysą na wizerunku francuskiej marki byłoby też to, że jakiś Pastor płaci im 50 mln USD za starty. Jakby Renault było za biedne.

Swoją drogą ojcowie obu kierowców mają za sobą starty w F1 – mówimy o Jonathanie Palmerze i Janie Magnussenie.

Ale pomimo tych wszystkich zawirowań Renault zaliczyło udane zimowe testy. Mimo początkowych problemów technicznych przejechali tylko o 14 km mniej od Force India, ale o 300 km więcej od McLarena. Pod względem czasów byli szybsi od McLarena, Saubera, Haasa i Manora, ale testy to testy.

Dla mnie jedynym jasnym punktem jest malowanie tegorocznego Renault, które jako żywo przypomina mi Jordana z najlepszych lat.

Reasumując: Renault poświęca ten rok na postawienie solidnych fundamentów pod przyszłe sukcesy. Każdy zdobyty punkt oraz awans do Q3 będzie uznany za sukces.

MÓJ TYP: Każde miejsce powyżej 10. mogą uznać za sukces. Osobiście stawiam, że wygrają tylko z Manorem.

Ciąg dalszy nastąpi…

Reklamy

Posted on 18 marca 2016, in Publicystyka, wiadomości and tagged , , , , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. 1 komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: